W ślady Bońka

July 24th, 2002

Młodzieżowa Sekcja Piłki Nożnej GKS ?PIAST? Gliwice poszukuje kandydatów do piłkarskiej I klasy sportowej, która powstanie niebawem w Gimnazjum nr 2 w Gliwicach, mieszczącym się przy ul. Mewy 36 (tel. 232 25 01). Szczególnie mile widziani są chłopcy z rocznika 1989 o odpowiedniej sprawności fizycznej. Nabór do klasy sportowej prowadzić będą szkoleniowcy sekcji piłkarskiej “Piasta” od 1 do 20 sierpnia 2002.

Chętni zrobienia kariery na miarę Zbigniewa Bońka powinni zgłaszać się na boisku sportowym przy gimnazjum, codziennie od poniedziałku do piątku w godz. od 10. do 12., by wziąć udział w teście ze sprawności ogólnej (bieg na 60 metrów, 300 m., 1000 m., bieg zygzakiem), a także w teście sprawdzającym predyspozycje młodych ludzi do gry w piłkę nożną. Organizatorzy zachęcają do przyjścia również rodziców, by swym pociechom, nieraz niezdecydowanym i nieśmiałym, pomogli podjąć decyzję spróbowania sił na piłkarskiej murawie i wykazania się umiejętnościami.

Po przyjęciu do piłkarskiej klasy sportowej uczniowie będą podnosić swą wiedzę przy pomocy wysoko kwalifikowanej kadry nauczycielskiej, a piłkarskich umiejętności nabędą pod okiem dyplomowanych trenerów piłkarskich.

Autor artykułu: (wag)

Gliwiczanka została nominowana do narodowej kadry juniorów!

July 24th, 2002

Wśród przodków gliwiczanki Gosi Kaliszewskiej konie zawsze cieszyły się należnym uznaniem. Jej dziadek był kawalerzystą, mama swego czasu także dosiadała końskiego grzbietu, by w końcu poświęcić się pasji fotografowania tych pięknych zwierząt. Gosia początkowo traktowała jazdę na koniu jako rekreację.

- Tam, gdzie spędzałam wakacje, wyszukiwałam stadninę i na końskim grzbiecie spędzałam sporo czasu. W końcu uznałam jednak, że konie znaczą dla mnie bardzo dużo i że gotowa jestem poświęcić się mocniej tej pasji – wspomina gliwiczanka.

Swój pierwszy złoty medal uczennica III obecnie klasy gimnazjum wywalczyła podczas Mistrzostw Polski “Pony”. Od czterech lat trenuje w Zakrzowie, reprezentując barwy Ludowego Klubu Jeździeckiego Lewada Zakrzów. Od dwóch lat ma także własnego konia, siedmioletniego Lelka.

- To ostatni prezent od dziadka, który w testamencie napisał, że pieniądze uzyskane ze sprzedaży jego samochodu mają zostać przeznaczone na zakup konia. Ponieważ córka była bardzo mocno związana z dziadkiem, duży sentyment czuje też do tego potężnego zwierzęcia – dodaje mama Gosi, Elżbieta Kaliszewska.

Gosia podczas niedawnej VIII Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Sportach Letnich, jaka odbyła się we Wrocławiu odnotowała w swojej grupie wiekowej znaczny sukces. Rywalizacja odbywała się także w “końskich dyscyplinach”, w tym w ujeżdżeniu. Gosia zdobyła srebrny medal i jako wicemistrzyni Polski została tym samym nominowana do wejścia do narodowej kadry juniorów! Do zdobycia złotego medalu zabrakło jej niewiele. Zwycięstwo było o włos!

- Dzięki wejściu do kadry będę mogła startować na międzynarodowych zawodach – mówi wicemistrzyni.

To nie pierwsze zwycięstwo Gosi odniesione na siedmioletnim Lelku. W czerwcu wywalczyła bowiem II miejsce w kategorii juniorów młodszych w Mistrzostwach Polski Zrzeszenia LZS w Ujeżdżeniu w Zakrzowie.

Na zawodach sędziowie oceniają przede wszystkim precyzję i rytmiczność przejazdu, płynność ruchów konia oraz symbiozę konia i jeźdźca.

Gosia swojej pasji poświęca sporo czasu, mimo to nie cierpi na tym nauka. Gosia interesuje się nie tylko końmi.
Fascynują ją także rodzinne historie, które miała okazję poznać dzięki dziadkowi, Jarosławowi Krzysztofowiczowi.

- Mój dziadek lubił opowiadać o Bolesławie Orlińskim, który był jego ciotecznym bratem. Ten urodzony w Kamieńcu Podolskim krewny wychowywał się w majątku ziemskim, otoczony końmi. Od dziecka marzył jednak o tym, by zostać lotnikiem i udało mu się spełnić to marzenie. Był wielkim patriotą, cechowała go niezwykła odwaga, granicząca niekiedy z brawurą. Bolesław Orliński był pierwszym pilotem, który w 1926 roku przeleciał, w towarzystwie Leonarda Kubiaka do Japonii. To dopiero było wyzwanie!
Trzeba przecież pamiętać o tym, jak niedoskonałe były wówczas samoloty. Loty długodystansowe należały jeszcze wówczas do rzadkości. Podczas tego lotu Bolesław Orliński dokonał bowiem, jako pierwszy, długiego, bo około 1300 km przelotu nad Morzem Japońskim w jego najszerszym miejscu, a cała podróż obfitowała w mnóstwo mrożących krew w żyłach przygód. Wystarczy wspomnieć o sztukowaniu śmigła drutem i koniecznością korzystania z fragmentu mapy wyrwanej z hotelowego atlasu… – nie bez dumy opowiada Gosia.

Ten rok szkolny gliwiczanka zakończyła otrzymując świadectwo z czerwonym paskiem, mimo że do Zakrzowa w trakcie roku szkolnego wyjeżdża raz w tygodniu oraz w każdy weekend.

Utalentowana gimnazjalistka jest także zdobywczynią stypendium naukowego ufundowanego przez prezydenta miasta. Wakacje gliwiczanka praktycznie całe spędzi na grzbiecie Lelka. Tytuł wicemistrzyni zobowiązuje wszak do szlifowania formy.

Autor artykułu: (jh)

Złoto na skrzydłach Lancastera

July 24th, 2002

Złoty medale wywalczył podczas rozgrywanych w Kanadzie Mistrzostw Świata w modelarstwie samolotowym zawiercianin, Marian Kaziród, startujący w klasie F4B, czyli makiet na uwięzi. Podobnie jak w poprzednich sezonach wystawił model czterosilnikowego bombowca brytyjskiego Avro Lancaster.

Wcześniej Marian Kaziród na najwyższym podium stawał w Stanach Zjednoczonych (1992 r.), Holandii (1994 r.) i Francji (1998 r.), a podczas mistrzostw w Republice Południowej Afryki (1998 r.) był drugi. Cztery razy zdobywał także mistrzostwo Europy: w Częstochowie (1991 r.), Dęblinie (1995 r.), Włocławku (2001 r.) oraz w rumuńskiej Suceavie (1997 r.).

Autor artykułu: (wow)

Ukraińscy przyjaciele

July 23rd, 2002

Wolontariusze zza wschodniej granicy pomagają “Wyspie” w organizacji “Wakacji za grosik”. Towarzystwo Ochrony Praw i Godności Dziecka gości w murach “Miasteczka Wigilijnego” dwunastu wolontariuszy z Ukrainy.

- Przyjechali w piątek i zdążyli już się zaaklimatyzować. Bardzo szybko nawiązali kontakty z polskimi wolontariuszami. Wszelkie bariery językowe pękły już po paru godzinach – mówi pan Stefan Sierotnik.

W sobotę goście pomagali w pracach porządkowych na terenie miasteczka, a w niedzielę zapoznawali się z nowym miastem. Od dzisiaj współorganizują “wyspowe” “Wakacje za grosik”. W planach imprezy są warsztaty plastyczne, rozgrywki sportowe polsko-ukraińskie, festyny, gry i zabawy, dyskoteki.
Szczególną atrakcją będzie dzień tradycji i folkloru ukraińskiego. Opowiastki o Ukrainie, regionalne potrawy i pieśni ludowe na pewno wzbudzą wielkie zainteresowanie.
Na razie opiekują się dziećmi i pomagają w codziennych pracach.

- Weszli w tryb dyżurów porządkowych w obu ośrodkach. Mają się nauczyć różnych form organizacji. Praca w biurze i w terenie to nie lada wyzwanie – dodaje Sierotnik.
Wydaje się, że goście są zadowoleni z przyjazdu. Zwiedzają okoliczne zakątki, robią zdjęcia i nawiązują nowe znajomości.

- Bardzo mi się tu podoba. Miasto jest ciekawe i ładne. Ludzie są bardzo sympatyczni i mili. Uśmiech i życzliwość – to charakterystyczna cecha mieszkańców Chorzowa – wyznaje Ira Khimejchuk.

W tym tygodniu wolontariat polsko-ukraiński zaplanował wyjścia na basen, do kina oraz zajęcia sportowe w hali MORiS-u. W środę organizowane jest zwiedzanie budynku Straży Pożarnej. Dzieci poznają kulisy ciężkiej i niebezpiecznej pracy strażaków. Będą mogły przymierzyć stroje oraz zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. Ponadto w piątek odbędzie się wycieczka do Krakowa.

Autor artykułu: (bb)

“Rekiny” pierwsze w tabeli

July 23rd, 2002

W niedzielę drużyna RKM-u podejmowała zespół TŻ Opole. Gospodarze toru byli w tym pojedynku zdecydowanymi faworytami. Nic więc dziwnego, że i atmosfera na trybunach była raczej swobodna. Kibice bujali się w rytm latynoskich przebojów oglądając, jak “rekiny” powiększają przewagę nad rywalem. Choć po dwóch wyścigach zespół RKM-u przegrywał wynikiem 5:7, fani speedwaya nie czuli się zawiedzeni.

Wiedzieli, że walka dopiero się zaczyna. I słusznie, bo już za chwilę mogli oglądać cztery kolejne zwycięstwa swoich żużlowców. “Rekiny” odrobiły straty i zaczęły zdobywać wyraźną przewagę nad rywalami.

Gdy po siódmym starcie rybniczanie prowadzili już 27 do 15, nastąpiła seria remisów. Nasi zawodnicy (już wyraźnie rozluźnieni) popisywali się mijając metę na jednym kole lub machając na finiszu do kibiców. Niektórzy rezygnowali z walki, gdy ich partner prowadził. Przed startami nominowanymi RKM prowadził już wynikiem 45:27. Ostatecznie “rekiny” wygrały mecz rezultatem 55:35.

Najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania był Szwed Mikael Karlsson, który w pięciu biegach przywiózł komplet punktów. Świetnie radził sobie także Rafał Szombierski, dla którego zabrakło miejsca na torze w arcyważnym meczu RKM-u z Zieloną Górą. Rafał oglądał tamto spotkanie z trybun. Na pochwałę zasługuje również Zbigniew Czerwiński, który niedawno powrócił do Rybnika. Choć jego pierwsze starty nie były najlepsze, w meczu z Opolem zdobył 9 punktów. Bardzo słabą formę prezentował natomiast Adam Pawliczek, który przywiózł w całym meczu jedynie 5 punktów.

W niedzielne popołudnie dla rybnickiego zespołu i jego kibiców zdecydowanie ważniejsze od meczu z Opolem były wydarzenia, które rozgrywały się na torze w Gnieźnie. Tam miejscowa drużyna Puls Start podejmowała ekipę ZKŻ-u Zielona Góra, głównego rywala “rekinów” w walce o awans do ekstraligi. Gdy rybniczanie usłyszeli od spikera, że wygrało Gniezno, nagrodzili tę ekipę gromkimi brawami. Wygrana Startu bowiem spowodowała, że zarówno Zielona Góra, Gniezno jak i Rybnik mają w tabeli taką samą liczbę punktów. Co więcej, na prowadzeniu jest RKM. Jeśli zatem “rekiny” wygrają wyjazdowy mecz z Jasolem Rzeszów, wówczas zakończą rundę zasadniczą na pierwszym miejscu w tabeli.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Szpital zagrał…

July 23rd, 2002

Pacjenci szpitala im. dr. A. Mielęckiego nie mogli w minioną sobotę narzekać na nudę. Z wybiciem 5.30 przez bramę wjazdową na teren szpitala wjechały trzy tiry, dwa autobusy cateringowe, jeden w “roli” garderoby i szafy ze strojami, samochód ciężarowy z generatorem prądu oraz zabytki na kółkach: dwa motocykle BMW, mercedes, citroen, zis i chevrolet, dwa ambulanse i o wiele nowszy wóz strażacki.

Od świtu do południa teren między dwoma największymi pawilonami (pochodzącymi z początku ub.w.) zamienił się w plan filmowy.

- Przed szóstą rozdzwoniły się telefony do szpitala, bo sąsiadów obudził warkot wozów. Natomiast pacjentom i personelowi widowisko się podobało. Nie mogli jednak stać przy oknach na parterze, bo do tego poziomu kamera rejestrowała obraz – wyjaśnia Andrzej Nike, pracownik szpitala wydelegowany do nadzoru.

Ekipa filmowców od kilku dni robiła indywidualne rekonesanse terenu. W przeddzień kręcenia pozdejmowano znaki drogowe, polskie tabliczki informacyjne. W zamian przytwierdzono francuskojęzyczne, zlikwidowano płotek przy klombie, przybrudzono białe krawężniki itd. Przed siódmą na planie filmowym było już ponad sto osób, a co najmniej drugie tyle przyglądało się akcji.

- Znani włoscy bliźniacy Andrea i Antonio Frazzi reżyserują dwa półtoragodzinne odcinki filmu pt. “Marcinella” dla telewizji Rai Uno. Producentem jest firma Productioni Duemilla, jedna z większych we Włoszech. Realizacja odbywa się właśnie w Polsce, bo jednym z głównych obiektów zdjęciowych jest kopalnia, a wiadomo, że takich kopalń jak na Śląsku nie ma nigdzie na świecie. W Polsce przewidziano około 4 tygodni zdjęciowych. Kolejne sześć będzie kręconych we Włoszech – wyjaśnia Joanna Strzelecka z Bendom Film, producenta wykonawczego ze strony polskiej.

W filmie w głównych rolach występują gwiazdy włoskiego kina: Maria Grazzia Cucinotta, była miss Italii i Klaudio Amendola. Bardzo liczna jest także obsada polskich aktorów, którzy występują tu w Polsce, a potem wyjeżdżają do Włoch, na kolejne 6 tygodni zdjęć. To grający pierwszoplanowe role: Olaf Lubaszenko, Zbigniew Zamachowski, Maciej Damięcki, Witold Dębicki.

Drugim reżyserem jest Marek Brodzki, obsadę do filmu robiła Joanna Lepianka, kierownikiem produkcji jest Piotr Strzelecki i Jacek Gaczkowski, scenografem Barbara Nowak, kostiumologiem Małgorzata Zacharska, znana z różnych realizacji na Śląsku, m.in. z filmu “Angelus” w reżyserii Lecha Majewskiego.

- Co ciekawe, odbywało się wiele castingów i włoscy twórcy byli pod ogromnym wrażeniem zdolności i talentu polskich aktorów – podkreśla Strzelecka. Zapytana dlaczego wybór padł akurat na chorzowski szpital, odpowiada: – Przez trzy miesiące szukaliśmy różnych lokalizacji w całym regionie. Ten najlepiej pasował do opowiadanej historii – wyjaśnia.
Dyrekcja szpitala nie utrudniała Włochom planów.

- Nie byliśmy przeciwni, aby szpital stał się “gwiazdą” filmową. Kręcenie odbywało się w czasie weekendu, więc natężenie ruchu na terenie szpitala było mniejsze. Mam nadzieję, że pacjenci i odwiedzający nie mieli kłopotów z tego powodu – stwierdził Andrzej Hatossy, dyrektor.

Pacjenci absolutnie nie narzekali na gwar i zamieszanie. Kiedy okazało się, że oficjalnie nie można robić zdjęć na planie, ochoczo udostępniali swoje łóżka…

- Z mojego jest najlepszy widok! – wykrzyknął starszy pan z oddziału reumatologicznego.
- Tyle, że od rana kręcą i kręcą, a niewiele się zmienia. Trochę to nudne, nie mógłbym chyba być aktorem – dodał z uśmiechem.

Widownia współczuła motocyklistom, żandarmom i strażakowi, którzy w grubych uniformach kilka godzin stali na planie. Sceny musiano wielokrotnie powtarzać, ze względu na przypadkowo wchodzących w obraz pacjentów. Dokładnie o 12.30 rozległ się okrzyk “koniec”. Pierwszy dzień kręcenia został zarejestrowany.

Autor artykułu: JUSTYNA CYRUS

Pokład w ogniu

July 22nd, 2002

Wczoraj zakończyła się budowa pierwszej z czterech tam, mającej za zadanie odciąć dopływ tlenu do miejsca, w którym się pali. Kolejne powstaną do wtorku. W jednym z pokładów na głębokości 1050 metrów w kopalni “Budryk” wybuchł w środę pożar. Występuje tu czwarty, najwyższy stopień zagrożenia metanowego. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

- Jeden z górników powiadomił dyspozytora, że w zrobie ściany Cz-3, w pokładzie 358/1 zapalił się metan. Pracowało tam 27 górników, którzy natychmiast zostali wyprowadzeni w bezpieczny rejon, gdzie było czyste powietrze. Udało się to bez użycia specjalistycznego sprzętu, czyli aparatów ucieczkowych i górniczych pochłaniaczy. Dzisiaj jeszcze trudno powiedzieć co było przyczyną pożaru. Być może zaczęło iskrzyć w łamiących się podczas pracy kombajnu skałach. Możliwe, że właśnie to spowodowało zapalenie się metanu – powiedział nam Mirosław Kwiatkowski, główny inżynier BHP w kopalni “Budryk”.

Przyczynę i okoliczności wybuchu badają przedstawiciele Okręgowego Urzędu Górniczego w Gliwicach, czuwający także nad przebiegiem akcji ratowniczej.

Jeszcze środowej nocy w kopalni zaczęły się prace mające na celu ograniczenie dopływu tlenu do zagrożonego wybuchem miejsca. Na poziomie 1050 metrów powstają cztery tamy przeciwwybuchowe. Odetną one dopływ powietrza i zduszą ogień. W akcji oprócz czterech zastępów ratowników górniczych z “Budryka” biorą udział także ratownicy ze “Szczygłowic”, “Knurowa”, “Halemby” i zastęp z tyskiej Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego. W sumie w akcji bierze udział 60 osób. Ratownicy zmieniają się co 10 – 12 godzin.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Zmieniamy się o godzinie 14.. Tak będzie do skutku, aż ugasimy ogień – mówi nadsztygar wentylacji Antoni Kapuściński, zastępca kierownika stacji ratowniczej.

Pod ziemię musi trafić kilka ton specjalnych materiałów, zwożenie ich zakończy się we wtorek.

- Pali się na rozległym terenie. Ugaszenie pożaru może potrwać nawet kilka tygodni. Na szczęście nie ma niebezpieczeństwa, że pożar się rozprzestrzeni. Póki co nic na to nie wskazuje. Na innych poziomach trwa normalne wydobycie – zapewnia specjalista BHP.

Budowa tam zakończy się jutro. Jednak jeżeli nie zduszą one ognia, na kopalni zostaną zastosowane inne sposoby. Jednym z nich jest wprowadzenie do pokładu 1050 gazów obojętnych, które wypierają tlen.

Dzisiaj trudno jeszcze oszacować straty, jakie spowodował pożar. Do ugaszenia ognia wstrzymane jest wydobycie w tej ścianie.

Metan spowodował już wiele tragedii w naszym województwie. W lutym w kopalni “Jas-Mos” wybuchł pył węglowy, w wyniku czego zginęło 10 górników. W kopalni Rydułtowy z powodu zapalenia się metanu zostało poparzonych 10 górników. Siedmiu z nich zmarło. Do dzisiaj w 2002 roku w górnictwie zginęło 19 osób.

Autor artykułu: KATARZYNA SKRZYPEK

Nowe licencje

July 22nd, 2002

To skandal! – denerwuje się pan Andrzej, od kilkunastu lat właściciel, a zarazem kierowca taksówki. – Nie dość, że o pasażerów coraz trudniej, znów państwo chce łatać dziurę budżetową naszym kosztem!

1 stycznia tego roku weszła w życie nowa ustawa o transporcie drogowym zmieniająca dotychczasowy tryb uzyskiwania licencji dla przewoźników osób, oraz towarów powyżej 3,5 ton. Najważniejszą zmianą jest niewątpliwie odejście od wydawania, jak do tej pory, zezwoleń bezterminowych.

- Przedsiębiorca rozpoczynający działalność będzie miał możliwość wyboru pomiędzy licencją opiewającą na dwa do piętnastu lat, za którą zapłaci 200 złotych, trzydziestoletnią, kosztującą 250 złotych i pięćdziesięcioletnią za 300 złotych. Odpowiednio po 10 proc. podanych kwot zapłacą taksówkarze za każdorazową zmianę danych zawartych w licencji, a więc zmianę adresu, czy samochodu. Osoby posiadające już zezwolenia, za wymianę ich na licencję zapłacą 100 złotych, a jeżeli wymiana będzie się wiązała z jakąkolwiek zmianą danych, odpowiednio 130 złotych – mówi Iwona Piszcz z Wydziału Przedsięwzięć i Usług Gospodarczych gliwickiego UM. – Granicznym terminem wymiany dotychczasowych zezwoleń na licencje jest czerwiec przyszłego roku i wtedy, niestety, należy się spodziewać największego natłoku petentów. Zapobiegliwym radzimy więc pomyśleć o tym nieco wcześniej.

W znacznie gorszej sytuacji będą niewątpliwie taksówkarze o stażu zawodowym krótszym niż 5 lat, jak również mający przerwę w działalności powyżej pół roku. Ustawodawca nakłada na nich obowiązek odbycia specjalnego przeszkolenia, zakończonego odpowiednim egzaminem. Koszt takiego szkolenia ustalono obecnie na kwotę do 800 złotych, a egzaminu na 200 złotych, co nie znaczy, że w przyszłości nie zostaną one podwyższone, podobnie jak ceny towarów i usług konsumpcyjnych, mówi ustawa.

Z informacji przekazanych nam przez Iwonę Piszcz wynika, że w chwili obecnej w Gliwicach zarejestrowanych jest około 540 taksówkarzy. Jak szacuje pani Iwona Piszcz, jakieś 10 proc. z nich będzie musiało poddać się tej weryfikacji, czyli ich portfele staną się ,lżejsze” o dodatkowy tysiąc złotych.

Autor artykułu: ELŻBIETA SKWARCZYŃSKA

Drzewa z wyobraźni

July 22nd, 2002

W ,Galerii w podwórzu”, działającej przy Gliwickim Ośrodku Integracji Osób Niepełnosprawnych można oglądać do 10 sierpnia wystawę fotografii krakowskiego artysty Włodzimierza Szewczyka. Niepełnosprawność (zachorował na V roku Akademii Sztuk Pięknych) nie przeszkodziła mu w realizacji pasji, jaką jest fotografowanie, szczególnie zjawisk zachodzących w przyrodzie.

W Gliwicach można obejrzeć jego cykl ,Drzewa”. Autora fascynuje różnorodność ich kształtów, faktura liści czy kory. Włodzimierz Szewczyk podkreśla, że o ostatecznej wypowiedzi fotograficznej w jego przypadku decydują: wyobraźnia, wrażliwość i emocje.

Galeria jest czynna od poniedziałku do piątku, w godzinach 11-18. Mieści się w oficynie przy ul. Zwycięstwa 34.

Autor artykułu: (jh)

Wśród swoich

July 19th, 2002

Jeszcze czegoś podobnego nie doświadczyłem. Jestem lekko podekscytowany, bo nie wiem, co mnie czeka – mówi “DZ” gość honorowy rozpoczętego wczoraj 2. Festiwalu Filmowego “Nowe Horyzonty”, prof. Kurt Weber. Dzisiaj w południe pochodzący z Cieszyna wybitny operator filmowy mieszkający na stałe w niemieckiej Moguncji spotka się z dziennikarzami w Domu Narodowym, a wieczorem w kinie Piast wyświetlony zostanie film Andrzeja Cebuli i Doroty Pułaskiej “Światło i cień – nieobiektywna opowieść o Kurcie Weberze”.

Profesor jest ciekaw festiwalu i nie ma za złe radnym, że nie przyznali mu tytułu Honorowego Obywatela Cieszyna, odsuwając decyzję na następną kadencję. Operator dowiedział się o tym przypadkiem. Od kobiety, która zaczepiła go, gdy wracał z cmentarza, gdzie odwiedził grób zmarłego w 1982 roku młodszego o pięć lat brata Roberta.

- Decyzja radnych była rozsądna. Rozumiem, że na honorowe obywatelstwo można sobie zasłużyć, jeżeli dla miasta zrobiło wiele się dobrego. Tymczasem do 11. roku życia jedyne, co w Cieszynie robiłem, to z kolegami po szkole dzwoniliśmy do wszystkich na klatkach schodowych i chowaliśmy się za rogiem, obserwując jak się ludzie denerwują. Za takie rzeczy nie dostaje się honorowego obywatelstwa. Nie przykładam do tego dużej uwagi. Strasznie mi przykro, że spowodowałem zamieszanie – mówi prof. Weber. Komentując sugestie prasy, jakoby decyzja radnych mogła mieć podtekst antysemicki (pan Kurt jest Żydem) operator powiedział “DZ”: – Takie opinie są niesprawiedliwe. Ze strony Cieszyna i ludności cieszyńskiej żadnej krzywdy nie doznałem. Nie pamiętam ani jednego momentu, który mógłby mieć jakikolwiek posmak antysemicki.

74-letni profesor jest bardzo pogodnym człowiekiem. Często się uśmiecha. Chętnie opowiada anegdoty, wspomina dzieciństwo w Cieszynie, miejsca, w których mieszkał i broił z kolegami. Jaki jest pana obecny status? – Majętny poprzez filmy się nie stałem. Dam przykład. Miałem ostatnio operowaną kostkę prawej nogi i stwierdziłem, że muszę zmienić mieszkanie, które jest w domu bez windy. Niestety, brakuje mi różnicy, którą muszę dopłacić do nowego lokum. Ale nie jestem ubogi. Nie narzekam. Żyję na bardzo wysokiej stopie – opowiada naszemu reporterowi wybitny filmowiec.
W swoim życiu nakręcił wiele filmów ze znakomitymi reżyserami (podczas festiwalu pokazane zostaną cztery).
Osiągnął pan już wszystko w tej dziedzinie? – Nigdy nie osiąga się w pełni tego, co by się chciało. Są operatorzy polscy, którzy mają niewspółmiernie większe osiągnięcia. Gdybym się chciał jakoś zaszeregować, to powiem, że nie jestem sprinterem albo długodystansowcem operatorskim. Jestem dziesięcioboistą. Moje zasługi będą się sumowały z tego, co zrobiłem jako operator czy reżyser i pedagog. Ta wielostronność może dawać jakiś argument w dyskusji, że może coś osiągnąłem – mówi skromnie Kurt Weber.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA