Zdecydowała jedna bramka

July 19th, 2002

Do ćwierćfinału dotarli piłkarze zawierciańskiego Stadionu podczas rozegranych w Byczynie, jubileuszowych, XX mistrzostw Polski oldboyów. Nie zdołali zatem powtórzyć ubiegłorocznego wyniku (czwarte miejsce), ani tym bardziej sukcesu sprzed dwóch lat (złoty medal). W meczu decydującym o awansie do strefy medalowej Stadion przegrał 0:1 z Moto-Jelcz Oława.

Zawiercianie turniej rozpoczęli bezbramkowym remisem ze Śląskiem Wrocław, który później sięgnął po tytuł mistrzowski. W kolejnym meczu Stadion zremisował 0:0 z Polonią Głubczyce, a fazę grupową zakończył efektownym zwycięstwem 7:0 z Lechem Rypin. Pięć punktów wystarczyło drużynie zawierciańskiej do zajęcia premiowanego awansem drugiego miejsca. Kolejne spotkanie, z zespołem z Oławy, okazało się ostatnim występem Stadionu na boisku w Byczynie.

W finale spotkali się dwaj wcześniejsi rywale zawiercian. Mecz Śląska Wrocław z Moto-Jelcz Oława zakończył się remisem 1:1. Wynik nie zmienił się w dogrywce. Rzuty karne lepiej (2:1) wykonywali wrocławianie i to oni sięgnęli po złote medale. Na najniższym stopniu podium stanęli futboliści Metalu Kluczbork.

Autor artykułu: (wow)

Pary pod koszem

July 19th, 2002

Gimnazjaliści z “dwójki”, Kamil Grela i Bartosz Pasierb, zostali wakacyjnymi mistrzami Zawiercia w koszykówce ulicznej. Tworząca zespół “Graj w zielone” para nie miała sobie równych podczas drugiego turnieju, rozgrywanego na asfaltowym boisku przed starą halą OSiR Zawiercie.

Mistrzowie rozpoczęli rewanżowy pojedynki od efektownego zwycięstwa 22:2 z Grand Prix, czyli Grzegorzem Miśtą i Pawełem Tkaczykiem. “Graj w zielone” wyraźnie pokonali także Relax (26:13) oraz swoich szkolnych kolegów z zespołu “Ona i On” (18:8). To ostatnie spotkanie decydowało o zwycięstwie w klasyfikacji końcowej. Drugie miejsce zajęli “Ona i On”, czyli Dominik Nowakowski i Mieczysław Żmuda. Gimnazjaliści z “dwójki” w turnieju rewanżowym ograli 16:10 Relax oraz rozgromili 22:8 Grand Prix. Trzecie miejsce przypadło Łukaszowi Karczewskiemu i Piotrowi Kowalskiemu (Relax).

Autor artykułu: (wow)

Do pracy i na zakupy

July 18th, 2002

Co by nie mówić o supermarketach, większość z nas lubi w nich kupować. Wabią niskimi cenami, licznymi promocjami, a przede wszystkim możliwością kupna niemal wszystkiego pod jednym dachem. Choć część kupców, zwłaszcza drobnych, narzeka, że odbierają im klientów, z ich powstania cieszą się ci, którzy znajdują tam zatrudnienie.

Od września 400 osób, które pomyślnie przeszły rekrutację, rozpocznie pracę w nowopowstałym Hipermarkecie i Centrum Handlowym Tesco w Rudzie Śląskiej. Nabór prowadzony był przy współudziale lokalnego Urzędu Pracy, toteż zatrudnienie znajdą tam głównie mieszkańcy Rudy Śląskiej i okolic, absolwenci szkół i osoby pozostające do tej pory bez pracy. To wprawdzie kropla w morzu potrzeb Rudy Śląskiej, gdzie stopa bezrobocia wynosi 16 proc. i sąsiadujących z nią Świętochłowic, gdzie sięgnęła już 25 proc. lecz, w indywidualnym odczuciu nowozatrudnionych, liczy się każde miejsce pracy.

- Dni Otwarte Tesco wzbudziły ogromne zainteresowanie – mówi Beata Pabiniak, kierownik ds. personalnych w rudzkim Tesco. – Nie stosowaliśmy ograniczeń wiekowych. Szukaliśmy osób ambitnych, otwartych i komunikatywnych. Wszyscy nowi pracownicy przejdą teraz cykl bezpłatnych szkoleń, ktore przygotują je do pracy w hipermarkecie.

Brytyjska sieć Tesco zainaugurowała swą działalność w Polsce przed czterema laty we Wrocławiu. Rudzki hipermarket będzie szesnastym w naszym kraju, a piątym w województwie śląskim obiektem tego typu. W polskiej sieci Tesco pracuje dziś 9000 ludzi.

Autor artykułu: (ESKA)

Świeży powiew muzyki

July 18th, 2002

Na co dzień grają w składzie ośmioosobowym, tym razem zagrali kameralnie. Alina Radziwanowska (główna wokalistka), Ela Ożóg (wokalistka wspomagająca) i Marcin Copik lider zespołu (gitara). Razem z pozostałymi muzykami tworzą zespół ,Funky Stuff”.

Tym razem, kameralnie, bez udziału sekcji rytmicznej i pozostałych instrumentów postanowili przedstawić się słuchaczom z Rudy Śląskiej grając koncert w Nowym Bytomiu w klubie Druid.

Zespół powstał rok temu. Marcin z myślą o stworzeniu zespołu spotkał Alinę w bytomskim klubie Galeria Platforma, później spotkał innych muzyków. Razem postanowili sobie, że muzykowanie będzie ich głównym zajęciem w życiu.

Na swoim koncie mają już nagraną płytę demo, którą zamierzają zainteresować producentów muzycznych.

- Dotychczas musiałem martwić się o wszystko, załatwianiem koncertów, promocją zespołu, teraz ten etap mam nadzieję mieć już za sobą – mówi Marcin. – Nadszedł czas żeby podobnymi rzeczami zajęła się inna osoba – menedżer, a ja i członkowie zespołu mogliby wtedy skupić się tylko na muzyce.

Jak sami mówią muzyka, którą grają ma swoje korzenie w bluesie, funky, soulu i jazzie, można ją porównać do tzw. amerykańskiego grania. Grana w klubach i pubach dla stosunkowo małej ilości sluchaczy pozwala na stworzenie bezpośredniego kontaktu z widownią. Taki sposób koncertowania sprzyja stworzeniu odpowiedniego klimatu koncertu, który czasem pozwala na swobodną interpretację tematu i muzycy mogą sobie pozwolić na improwizację.

Koncertują cztery razy w miesiącu, głównie w klubach.- Chcemy wyjść z klubów, nie oznacza to jednak, że nie lubimy w nich grać, wręcz przeciwnie, chcielibyśmy tylko dotrzeć do szerszej publiczności – mówi Alina.

Muzykę którą proponuje ,Funky Stuff” tworzą sami muzycy.

Autor artykułu: TOMASZ BAŁDYS

Urzędnicza krew

July 18th, 2002

Dziewięć litrów krwi zostało wczoraj pobranych od osiemnastu pracowników rudzkiego magistratu. Chętnych było prawie dwa razy tyle, ale okazało się, że na udział w akcji krwiodawstwa nie pozwala im stan zdrowia.

- Nie wiedzieliśmy o tych obostrzeniach, ale i tak cieszy nas frekwencja. Tym bardziej, że jak dowiedzieliśmy się od pań pielęgniarek z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, rudzki magistrat był pierwszym w naszym regionie, który sam wyszedł z taką inicjatywą. Zachęcamy innych urzędników do podobnego działania. To niezbyt dobrze świadczy o naszym społeczeństwie, jeżeli z powodu braku krwi trzeba odwoływać poważne operacje – twierdzi Adam Nowak, rzecznik prasowy rudzkiego magistratu.

Przy okazji wczorajszej akcji, pielęgniarki z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa mówiły m.in. o tym, że pobrany zasób krwi odnowi się w organizmie po około czterech tygodniach. Wspominały także o tym, jak ciężko pozyskać im dawców przede wszystkim z prywatnych firm. Patrzą oni bowiem niechętnie na konieczność udzielenia krwiodawcy wolnego dnia i to nawet pomimo tego, że zobowiązuje ich do tego rozporządzenie premiera. Krwiodawcy wolą więc wziąć w tym dniu wolne.

Autor artykułu: (jh)

Najpierw trenował z “Cidrami”, a wczoraj pojawił się w składzie katowiczan

July 17th, 2002

Katowicki GKS rozegrał wczorajszy sparing z KSZO Ostrowiec na boisku w Rudach Raciborskich. Podopieczni trenera Jana Żurka przegrali 0:1 (0:0), a jedynego gola w meczu zdobył Dariusz Preis (48). W składzie “Gieksy” pojawił się jeden nowy zawodnik, 31-letni obrońca – Adam Nocoń, który wystąpił w pierwszej połowie. Piłkarz GKS-u Bełchatów trenował do tej pory w Brennej z zespołem Ruchu Radzionków, ale postanowił spróbować sił w zespole ekstraklasy. Do katowickiej drużyny mają dołączyć kolejni gracze – Paweł Pęczak z Amiki Wronki i Łukasz Mierzejewski z Legii Warszawa, którego pozyskanie ma być częściową formą spłaty transferu Dariusza Dudka do warszawskiego klubu. Mówi się też o ściągnięciu Remigiusza Jezierskiego, ale ten zawodnik ma ważny kontrakt ze Śląskiem Wrocław.

Przebywająca na zgrupowaniu w Austrii Garbarnia Szczakowianka Jaworzno pokonała trzecioligową drużynę tego kraju – Grazkorn 1:0 (1:0). Gola strzelił Radosław Matusiak (41).

Drugoligowy Ruch Radzionków zremisował w Wiśle z Pogonią Szczecin 2:2 (2:2). Bramki zdobyli: dla Ruchu – Dariusz Koseła (15) i Łukasz Wesecki (43); dla Pogoni: Radosław Biliński (10) i Chilijczyk Sebastian Rodriguez (20). W zespole “Cidrów” zabrakło Noconia i Huberta Jaromina. Jaromin pokłócił się z trenerem Krzysztofem Wolakiem i wcześniej opuścił zgrupowanie. Nie grał też kontuzjowany Piotr Żaba. W pierwszej połowie bramki Pogoni strzegł reprezentant Polski – Radosław Majdan. W składzie pierwszoligowca wystąpił też Dixon Choto, znany z Górnika Zabrze.

Roczny kontrakt z Odrą Wodzisław podpisał wczoraj Wojciech Górski. Dzisiaj o godz. 17.00 wodzisławianie rozegrają sparing z Piastem Gliwice.

Hansa Rostock przegrała z Amicą Wronki 1:3 (0:2) w niemieckim Bayerisch Gmain. Bramki: dla Hansy – Bachirou Salou (51); dla Amiki – Jacek Dembiński (2), Tomasz Dawidowski (34) i Dariusz Gęsior (86).

Autor artykułu: (TOK)

Niedokończona arteria

July 17th, 2002

Z centrum Katowic w kierunku Mysłowic biegnie czteropasmowa droga, która nagle kończy się na nieużytkach leżących na granicy obu miast. To ulica Bagienna. W założeniach architektonicznych miała to być arteria łącząca Katowice oraz graniczne dzielnice Mysłowic z ul. Obrzeżną Zachodnią, którą teraz można dojechać aż do autostrady A-4. Niestety, budowę przerwano. I chociaż dyskutuje się nad dokończeniem ulicy, nie ma chętnych do wydania kilkunastu milionów złotych.

- Nie ukrywamy, że jeżeli władze wojewódzkie zdecydowałyby się na dokończenie tej ulicy, bylibyśmy bardzo zadowoleni, bowiem droga ta pobiegłaby przez tereny przemysłowe i inwestycyjne na tzw. Bończyku i wpłynęłaby z pewnością na rozwój tej strefy. Może udałoby się z głównej arterii zrobić zjazdy i wówczas inwestorzy bardzo przychylnym okiem patrzyliby na tę część Mysłowic. Jednak wiemy, że wybudowanie tego kilkukilometrowego odcinka wiąże się ze sporymi kosztami, a władz Mysłowic nie stać na taki wydatek – powiedział nam Wojciech Dobiński, sekretarz miasta w Mysłowicach.

Także w Katowicach kwestia dokończenia tej drogi budzi mieszane uczucia. Nikt nie kwestionuje, że byłaby doskonałym skrótem dla mieszkańców północnych i zachodnich dzielnic jadących w kierunku Mysłowic i do Krakowa. Jednakże jest to dość skomplikowana inwestycja.

- Nieprzypadkowo przy budowie tej drogi zatrzymano się w tym miejscu, bowiem dalej rozciągają się mokradła, które trzeba byłoby osuszyć. Kolejny newralgiczny punkt to tory kolejowe. Tędy biegnie główna trakcja w kierunku Sosnowca i Krakowa. Trzeba byłoby wybudować potężny wiadukt nad torami, dlatego szacunkowo dokończenie tej drogi kosztowałoby kilkanaście milionów złotych. Tylko wiadukt kosztowałby kilka milionów zł – wyjaśnia Andrzej Gawroński, dyrektor Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach.

Obecnie katowiczanie jadący do Mysłowic muszą skręcić w ul. Krakowską, która biegnie do centrum miasta. Natomiast mieszkańcy Szopienic, chcący dostać się do autostrady, muszą jechać przez Giszowiec lub przez Mysłowice. Ulicą Bagienną byłoby szybciej i sprawniej.

Autor artykułu: (BL)

Zbawienny werdykt!

July 17th, 2002

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, podczas zebrania prezydium zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej doszło do trzykrotnego głosowania na temat rozegrania dodatkowego meczu między Garbarnią Szczakowianką Jaworzno i RKS-em Radomsko. Najwyższa Komisja Odwoławcza przekazała dwie propozycje rozstrzygnięcia protestu radomszczan w sprawie gry w barażach Serba Branko Rasicia. Gdyby prezydium nie poparło pomysłu dodatkowego spotkania, to… zespół ze Szczakowej zostałby relegowany do II ligi, a RKS pozostałby w ekstraklasie. Mało tego! W pierwszym głosowaniu wynik na korzyść Radomska brzmiał 5:4!

- Różne dochodzą do nas wieści. Podobno na wyraźne polecenie prezesów PZPN doszło do kolejnego głosowania – powiedział Jerzy Strzembosz, rzecznik prasowy RKS-u.

Członek prezydium zarządu związku, proszący o zachowanie anonimowości, potwierdził, że po pierwszym werdykcie, przegłosowano reasumpcję tej decyzji. Ostatecznie wynikiem głosów 5:4 zdecydowano o rozegraniu dodatkowego meczu (28 lipca w Płocku).

- Wydaje się, że decyzja PZPN jest już niepodważalna. Jednak mamy takie sygnały, że gdyby teraz nie doszło do meczu, to w życie weszłoby drugie rozwiązanie, zaproponowane przez NKO. Słowem, nasz klub pozostałby w ekstraklasie. Mamy pewność naszych racji, dlatego nie pozostawimy tej sprawy. Chcemy najpierw wykorzystać wszystkie możliwości na krajowym “poletku”, ale nie wykluczamy szukania sprawiedliwości w UEFA i FIFA. Wciąż jednak nie otrzymaliśmy pisemnego uzasadnienia z PZPN, dlatego nie mogę przekazać oficjalnego stanowiska klubu – podkreśla Strzembosz.

Również działacze Szczakowianki wstrzymują się ze wszystkimi oficjalnymi decyzjami do momentu uzyskania z PZPN odpowiednich dokumentów. W śląskim środowisku piłkarskim nie brakuje jednak głosów, że w jaworznianie powinni się cieszyć z werdyktu prezydium związku i przystąpić do rozstrzygającego spotkania z RKS-em.

Autor artykułu: (TOK)

Zabytkowa… narzeczona

July 15th, 2002

Roman Kłosek to pasjonat, jakich rzadko się dziś spotyka. Z oddaniem i ożywieniem mówi o swojej – jak ją pieszczotliwie nazywa – jedynej kochance. A jest nią….. maszyna parowa w zabrzańskim Skansenie “Królowa Luiza”. W każdy czwartek, już od ośmiu lat, zabrzański rencista chodzi regularnie do skansenu. Za darmo, po prostu z pasji, poleruje zabytkową maszynę. Maszyna ta, wyprodukowana w 1915 r. w Niemczech, ma moc, bagatela, 2000 KM i jest wyposażona w hamulec na parę, wskaźnik głębokości i tachometr samopiszący. Co najważniejsze jednak, choć nie wyciąga już urobku, jest nadal czynna. Moment jej uruchomienia to dla pana niesamowite przeżycie. Tłoki wysuwające się z dwóch ogromnych cylindrów, ruch potężnego koła pędnego, wszystko to spowite hukiem i kłębami pary…

- Ale czyszczenie takiego cuda to naprawdę katorżnicza praca – zastrzega pan Roman. – Czyścić trzeba systematycznie, po 4-5 godzin, a tymczasem temperatura wewnątrz sięga latem 38 st., a przy uruchomieniu maszyny nawet powyżej 50!

Dla pana Kłoska to jednak nic strasznego.
– Moja miłość jest gorąca i parząca. I na to rady nie ma! – mówi. – To zajęcie, sama możliwość obcowania z maszyną parową, daje mi ogromną satysfakcję i odpręża. To dla mnie taka psychofizyczna rehabilitacja… Gdy ludzie przychodzą i mówią: Ooo, jaka ta maszyna ładna, to dla mnie największa nagroda.

Pan Roman po raz pierwszy w 1977 r. zobaczył maszynę. I wszystko wskazuje na to, źe była to miłość od pierwszego wrażenia.

- Był to wtedy jeszcze teren kopalni – opowiada pan Roman. – Przypadkiem wprowadził mnie tam….. znajomy żeglarz. Połknąłem bakcyla, zachwyciłem się tą maszyną i odtąd przychodziłem od czasu do czasu, by ją pooglądać. Już wtedy próbowałem czyścić maszynę. Wpuszczano mnie, bo mówiłem, że idę do żeglarzy, którzy mieli tam swoje składowisko sprzętu. Zresztą, maszynista mnie zaakceptował, próbował mnie nawet swatać z dziewczyną, która sprzątała na maszynie i występowała w zespole ludowym Ale ja się nie dałem! – żartuje pan Roman. – Chociaż nie zawsze było tak miło.
Kiedyś maszynista przyszedł i mówi: Uciekaj! Nie wiedziałem, co się dzieje do czasu, gdy zaczęła mnie gonić strażniczka. I musiałem przeskakiwać przez bramę. Dopiero po jakimś czasie odważyłem się przyjść. I tak już przychodzę od lat…

Cotygodniowe spotkania z maszyną rozpoczęły się, kiedy pan Roman przeszedł na rentę. Przedtem przez blisko trzydzieści lat pracował w Zabrzańskich Zakładach Naprawczych Przemysłu Węglowego. Z zawodu jest ślusarzem maszynowym, zabytkowa maszyna parowa trafiła więc w doświadczone i fachowe ręce. Z dużym uznaniem o pracy i pasji pana Romana wypowiadają się w zabrzańskim skansenie.

- Pan Romek jest sumiennym człowiekiem, emocjonalnie związanym z zabytkami techniki, a przez to zwłaszcza z naszą maszyną. Zresztą, sprawy materialne nigdy nie były dla niego czymś ważnym. W dodatku pomaga ludziom swoimi zdolnościami terapeutycznymi – mówi Jan Gustaw Jurkiewicz, kierownik skansenu Królowa Luiza .

- Całe życie przepracowałem, wstawało się o czwartej rano….. Pieniądze oddawałem rodzinie, na przyjemności właściwie nic nie zostawało… Teraz jestem na rencie i mam czas, zwłaszcza, że nie jestem żonaty. Mogę odwiedzać znajomych, zajadać się ulubioną fasolką po bretońsku. No i mam tę swoją kochankę…

Autor artykułu: BARBARA BUCZYŃSKA

Rośnie nowa remiza

July 15th, 2002

W rybnickiej dzielnicy Orzepowice od dwóch lat powstaje nowa remiza strażacka. Pożarnicy chcą, aby główny budynek został ukończony jeszcze w tym roku. Gdy remiza będzie gotowa w całości, stanie się na pewno jedną z najbardziej efektownych i futurystycznych strażackich siedzib w okolicy.

Ochotnicza Straż Pożarna w Orzepowicach trzy lata temu obchodziła 90-lecie swojego istnienia. Pierwszej drewnianej remizy, która pamiętała początki działania jednostki, oczywiście już nie ma. W latach 50. strażacy przenieśli się do obecnej siedziby. To mały garaż z ciasnym zapleczem, w pobliżu przedszkola. Sprzęt do gaszenia ognia już ledwo się tam mieści.

- W naszych szeregach jest obecnie 87 członków. Do pożarów lub innych akcji wyjeżdża ponad 30 osób. Mamy dobre drużyny młodzieżowe. Ćwiczą w nich również dziewczęta. Nasi zawodnicy odnoszą sukcesy w zawodach sportowo-pożarniczych – mówi Marek Szlosarek, naczelnik OSP w Orzepowicach.
Od początku 2000 roku ochotnicy brali udział aż w 25 akcjach. Mają na swoim koncie również pomoc przy gaszeniu wielkiego pożaru w Kuźni Raciborskiej. Zabezpieczali też wały w Raciborzu-Markowicach podczas pamiętnej powodzi w 1997 roku.

- Nowa remiza jest nam bardzo potrzebna. Niestety, modernizacja obecnego budynku była niemożliwa z powodu braku miejsca. Przeprowadziliśmy referendum wśród mieszkańców dzielnicy i zdecydowana większość zgodziła się na budowę siedziby OSP w okolicy boiska sportowego – tłumaczy naczelnik.

Budowę obiektu finansuje miasto. Ochotnikom pomaga również rybnicka komenda powiatowa Państwowej Straży Pożarnej. Większość prac budowlanych prowadzą sami ogniomistrzowie oraz mieszkańcy Orzepowic. Przez budowę przewinęło się już prawie sto osób. Najmłodsi byli członkami drużyn młodzieżowych. Najstarszy budowniczy remizy, Władysław Skrzypiec, ma 80 lat.

- Choć już z racji wieku nie jeździ do akcji, nadal jest honorowym członkiem OSP i aktywnie uczestniczy w życiu jednostki – dodaje Marek Szlosarek. Na budowie można też spotkać prezesa OSP Ignacego Dwornika.

Gdy nowy budynek będzie gotowy, znajdzie się w nim miejsce na dwa samochody. Powstanie też sala, w której będzie można organizować imprezy. Obiekt ma służyć całej społeczności Orzepowic. Najciekawsza jest jednak zaproponowana przez projektantów architektura. Zgodnie z planem, kształt budynku będzie nieregularny. Niektóre ze ścian będą miały kształt łuku. Obiekt przetnie kilka efektownych czerwonych ścianek. Obok stanie nowoczesna strażacka wieża do ćwiczeń.
W sierpniu na boisku przed budowanym obiektem odbędzie się wielki festyn. Dochód z imprezy również zostanie przeznaczony na realizację inwestycji.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK